Gatunek: Dramat
Reżyseria i scenariusz: Aparna Sen
Obsada:
Rahul Bose ... Snehamoy Chatterjee, który jest nauczycielem w Sunderban w Zachodnim Bengalu
Moushumi Chatterjee ... Mashi
Rudranil Ghosh ... Fatik
Raima Sen ... Sandhya
Chigusa Takaku ... Miyage
Muzyka: Sagar Desai
zdjęcia: Anay Goswami,
Czas: 110min.
Fabuła:
„The Japanese Wife” to historia miłosna opowiadająca o dwójce ludzi, którzy nigdy się tak naprawdę nie spotkali. Główny bohater Snehamoy (Rahul Bose), na studiach nawiązał korespondencyjną relację z Japonką Miyage. Kiedy ciotka Snehamoya sugeruje małżeństwo z Sandhyą, mężczyzna poślubia nigdy nie spotkaną w rzeczywistości Miyage. Ona wysyła mu srebrną obrączkę z wygrawerowanym jej nazwiskiem. On wysyła jej bransolety z muszli i paczkę proszku Vermilion, czerwonego pigmentu - tradycyjne znaki małżeństwa wśród kobiet bengalskich. Po piętnastu latach sytuacja, w której znajduje się trójka bohaterów komplikuje się. Snehamoy wciąż nie poznał osobiście swojej japońskiej żony. Ona wysyła mu zdjęcia, prezenty ... raz ogromne pudło tradycyjnych japońskich latawców.
On wysyła jej zmoczone deszczem kwiaty champak starannie zapakowane w folię z nadzieją, że zachowają swój zapach.
Owdowiała Sandhya jest zmuszona zamieszkać ze swoim synem w domu niedoszłego męża. Kiedy Miyage nagle poważnie choruje, Snehamoy czuje się w każdym calu żonaty więc bierze bezpłatny pól roczny urlop i odwiedza licznych lekarzy, w wyniku czego stan jego zdrowia też się pogarsza. Żadne z zakochanych korespondencyjnie nawet nie przypuszczało, jak trudny będzie to związek; dzieli ich przecież nie tylko odległość, której nie mogą pokonać z braku pieniędzy i komplikacji rodzinnych ale również ogromny dystans kulturowy. Aparna Sen doskonale pokazała kontrast pomiędzy tradycjami Indii i Japonii. Widz stawia sobie pytanie czy uda się zbudować most pomiędzy dwoma tak różnymi światami?
To jest słodko gorzkie love story z rodzaju jakich nie widać zbyt często w tych dniach, wygląda, że filmowcy zapomnieli jak zrobić.
Pomysł na film powstał w przerwie na kawę podczas realizacji zupełnie innej produkcji, inspiracją natomiast stało się opowiadanie Kunal Basu o tym samym tytule.
Po zakończeniu siedziałam przez chwilę zamyślona.
Poemat miłosny (jak film określa sama reżyser)- tak to pasuje do tego filmu. Cichy, spokojny ale nie pozbawiony i elementów komediowych. Czyli tak jak w życiu.
Mnie najbardziej w filmie intrygowały relacje między Snehamoy'em i Sandhyą. To, że żyli jakby małżeństwo (ona gotowała mu, prasowała, sprzątała) ale przecież małżeństwem nie byli. Bo on miał żonę daleko, gdzieś w Japonii a ona była wdową. Wydaje mi się, że Sandhya coś czuła do Snehamoya. To jak się nim zajmowała albo jak przyglądała mu się w czasie zawodów w puszczaniu latawców. I chyba Snehamoy coś odczuwał. Bo choć doskonale rozumiał się z Miyage to był tylko człowiekiem, który potrzebuje bliskości drugiego. A Sandhya była blisko, być może nawet zbyt blisko niego.
Mnie najbardziej w filmie intrygowały relacje między Snehamoy'em i Sandhyą. To, że żyli jakby małżeństwo (ona gotowała mu, prasowała, sprzątała) ale przecież małżeństwem nie byli.
hmmm czy to na pewno są obowiązki żony?
bo u nas w domku to dużo częściej ja gotuję, prasować nie cierpimy oboje a ponadto kojarzy mi się to z zakresem prac pomocy domowej, gospodyni czy nawet sprzątaczki bardziej niż żony.
Pomogła: 16 razy Wiek: 40 Dołączyła: 12 Kwi 2009 Posty: 314 Skąd: Centralna Polska
Wysłany: 2010-05-12, 07:43
tianon napisał/a:
hmmm czy to na pewno są obowiązki żony?
bo u nas w domku to dużo częściej ja gotuję, prasować nie cierpimy oboje a ponadto kojarzy mi się to z zakresem prac pomocy domowej, gospodyni czy nawet sprzątaczki bardziej niż żony.
Krzysiu, zatrudniasz sprzątaczkę? Farciarz.
Niestety u nas utarło się, że żona jest od sprzątania, gotowania, zmywania, prasowania i niańczenia dzieci. A najlepiej jeszcze jakby przy tym pracowała zawodowo. Taka mentalność. Przynajmniej u większości społeczeństwa. Do tej pory widzę zdziwione miny znajomych, jak się dowiedzieli, że mój brat myje okna.
A tak po prawdzie, to każdy by chciał mieć ugotowane, pozmywane, posprzątane i wyprasowane, więc jakoś trzeba to zrobić i to bez względu czy się lubi czy nie, bo inaczej to byśmy w brudzie mieszkali i odżywiali się tym co z lodówki wypadnie, pod warunkiem, że ktoś byłby uprzejmy tam coś do jedzenia umieścić.
Ja i mąż staramy się dzielić obowiązkami - sprzątamy razem, gotujemy, robimy zakupy, zmywamy na zmianę, prasuję ja, bo mąż tego nie cierpi. Ogólnie jakoś radzimy sobie bez gospodyni domowej i mieszkamy czysto.
ANIX napisał/a:
Mnie najbardziej w filmie intrygowały relacje między Snehamoy'em i Sandhyą. To, że żyli jakby małżeństwo (ona gotowała mu, prasowała, sprzątała) ale przecież małżeństwem nie byli.
A wracając do filmu - Sandhya, która była wdową i opuściła rodzinę męża (dlatego, że nie dawali jej tam spokojnie żyć) pewnie nie miała środków do życia i chciała dbając o dom i Snehamoya, odpracować swoje i syna utrzymanie. Nie być dla Snehamoya i jego ciotki ciężarem. Fakt, że było widać zainteresowanie Sandhyi Snehamoyem, zarówno podczas puszczania latawców, jak i w wtedy, gdy pielęgnowała go w chorobie. Ale Snehamoy nie był nią zainteresowany, ponieważ miał żonę. Mimo że nigdy jej nie widział, to był jej wierny i lojalny w stosunku do niej. Tylko podziwiać.
Film piękny, ale wyszłam z niego z uczuciem pustki. Żal było mi Snehamoya, żal jego żony, żal Sandhyi. Żal mi było, że nie zaznali pełni szczęścia. Choć kto wie, może Snehomoy i Miyage nie byliby szczęśliwi mieszkając razem. Może urok ich miłości polegał na tym, że nigdy się nie widzieli, że znali się tylko z listów i niewielu rozmów telefonicznych. W każdym razie żal mi było, że ich życie nie potoczyło się inaczej.
Ostatnio zmieniony przez Blythe 2010-05-12, 09:11, w całości zmieniany 4 razy
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach